Co się stało w tej sprawie
Firma z branży budowlanej, od lat prowadząca profil firmowy, jednego dnia dostała serię maili z Instagrama. Konto zostało wyłączone za rzekome naruszenia praw autorskich. Właściciel nie wrzucał niczyjej muzyki, zdjęć ani filmów, a w mailach nie było napisane, co konkretnie miałoby być naruszone.
Pierwsza rzecz, którą widać w takiej sprawie: to nie było jedno zgłoszenie. Były cztery osobne, razem dotyczące około dziesięciu treści - zwykłych postów i relacji z przedziału kilku lat. Stare posty, których nikt wcześniej nie ruszał, nagle stały się „naruszeniami”.
Po czym poznać, że to atak, a nie pomyłka
Dopiero po zebraniu wszystkich maili w jednym miejscu było widać wzorzec. Te rzeczy sprawdzamy w każdej sprawie z prawami autorskimi:
- Ta sama nazwa zgłaszającego, różne adresy e-mail. Pod każdym zgłoszeniem ten sam podpis, a adresy jednorazowe, z darmowych skrzynek, za każdym razem inne.
- Podszywanie się pod właściciela konta. Zgłaszający występował jako właściciel praw i używał nazwy zbliżonej do nicku zaatakowanego konta. Z daleka wygląda to na zgłoszenie od autora, a w rzeczywistości jest podpisem pod cudzą pracą.
- Puste pole z przykładem naruszonego dzieła. We wszystkich zgłoszeniach nie było wskazane, co jest oryginałem. Prawdziwy autor zwykle potrafi to pokazać.
- Decyzje podjęte automatycznie. W mailach było zaznaczone, że rozstrzygnęła technologia, a nie człowiek.
- Stare treści i seria w krótkim czasie. Posty z różnych lat, zgłoszone w kilku „falach”.
Jeśli widzisz u siebie dwa albo trzy z tych punktów, najpewniej masz do czynienia z atakiem. Jeden punkt jeszcze niczego nie dowodzi.
Czego klient nie robił i dlaczego to pomogło
Właściciel nie zakładał nowych kont, nie odpisywał zgłaszającemu i nie wysyłał kolejnych odwołań na ślepo. Dzięki temu w chwili, gdy zajęliśmy się sprawą, historia konta była czysta: jedna blokada, bez serii odrzuconych prób.
To nie jest reguła, tylko to, co najczęściej widzimy. Gdy ktoś odwoływał się wcześniej kilka razy z różnych formularzy, droga zwykle jest dłuższa. Dlaczego kolejne próby szkodzą, opisaliśmy w poradniku o komunikacie „Nie możesz poprosić o ponowne rozpatrzenie decyzji”.
Co faktycznie zadziałało
Kanałów i trybu składania nie opisujemy, to część naszej metodyki. Na poziomie ogólnym:
- Komplet dowodów w jednym miejscu. Wszystkie maile ze zgłoszeniami, daty, adresy zgłaszającego, lista zgłoszonych treści. Dopiero cała mapa pokazała, że to jedna osoba i jedna operacja.
- Jedna linia wyjaśnienia. Krótki, rzeczowy opis: konto jest nasze, treści są nasze, zgłoszenia pochodzą od kogoś, kto podaje się za nas. Bez długich wywodów i bez emocji.
- Osobne potraktowanie każdego zgłoszenia. Żadne nie zostało pominięte.
- Cierpliwość. Po złożeniu dokumentów nie ponawialiśmy zgłoszeń i nie pisaliśmy tego samego kilka razy.
Od blokady do odzyskania konta minęło około pięciu dni. Traktuj to jako przykład, nie jako termin. Decyzję podejmuje Meta i nikt uczciwy nie zagwarantuje wyniku z góry.
Co zrobić, jeśli to spotkało Ciebie
- Zachowaj wszystkie maile od Instagrama, razem z adresami i datami. To Twój materiał dowodowy.
- Zrób zrzuty ekranu komunikatu o blokadzie i listy zgłoszonych treści, jeśli ją widzisz.
- Sprawdź termin na odwołanie w komunikacie i nie przepuść go. W opisanej sprawie okno wynosiło 30 dni od blokady, u Ciebie może być inaczej.
- Nie zakładaj nowych kont. Nowe konto na tym samym urządzeniu lub numerze zwykle pada szybko i w oczach systemu wygląda jak obchodzenie blokady.
- Nie odpisuj zgłaszającemu i nie podawaj mu żadnych danych.
- Nie wysyłaj odwołania na ślepo. Najpierw ustal, ile jest zgłoszeń i czy tworzą wzorzec. Jak zbudować samo odwołanie, opisujemy na stronie o odwołaniu od blokady na Instagramie.
Jeśli konto jest narzędziem pracy, a blokada trwa już kilka dni, każdy dzień zwłoki kosztuje.
Po odzyskaniu konta
Konto, które padło raz, może paść ponownie, bo zgłaszający wie, że ta metoda działa. W opisanej sprawie po odzyskaniu zabezpieczyliśmy dostęp: osobny adres e-mail tylko do logowania, silne hasło w menedżerze haseł i uwierzytelnianie dwuskładnikowe bez SMS-ów. To nie chroni przed fałszywymi zgłoszeniami, ale zamyka drugą drogę, czyli przejęcie konta.
Bezpłatna ocena Twojej sprawy
Jeśli Twoje konto firmowe wyłączono za prawa autorskie, a treści są Twoje, opisz sytuację na czacie albo na stronie o zablokowanym koncie firmowym na Instagramie. Ocenimy, czy zgłoszenia wyglądają na atak, ile masz czasu i co zrobić najpierw. Ocena jest bezpłatna i nie wymaga podawania hasła do konta. Możesz też zacząć od strony głównej.
Najczęstsze pytania
Czy każdy ban za prawa autorskie jest fałszywy?
Nie. Zdarza się, że ktoś naprawdę zgłasza muzykę, zdjęcie albo logo. Atak widać dopiero po zgłoszeniach - jedna osoba podpisana Twoim nickiem, jednorazowe adresy e-mail, stare posty i brak wskazania, co konkretnie zostało naruszone.
Czy mogę samodzielnie odpisać zgłaszającemu?
Nie warto. Kontakt z osobą, która atakuje konto, nie cofa decyzji, a wiadomość może trafić do niej wraz z danymi, które w niej podasz.
Jak długo trwa taka sprawa?
W opisanej sprawie konto wróciło po około pięciu dniach od blokady. To jeden przypadek, nie obietnica. Termin zależy od liczby zgłoszeń, od tego, co było robione wcześniej, i od decyzji Meta.
Co zrobić od razu po wyłączeniu konta?
Zachowaj wszystkie maile od Instagrama, zrób zrzuty ekranu, nie zakładaj nowych kont i nie wysyłaj kolejnych odwołań na własną rękę. Sprawdź w komunikacie, ile masz czasu na odwołanie.